Opracowanie odleżyny – relacja z zabiegu, przeznaczona dla osób o mocnych nerwach

Byłem niedawno świadkiem tak zwanego wycinania, czy też opracowania odleżyny u osoby starszej, niechodzącej, dializowanej, z cukrzycą oraz mnogością współistniejących chorób przewlekłych w ilości swobodnie wystarczającej do obdzielenia całego powiatu. Moje wrażenia jako biernego obserwatora są mocno traumatyczne, co i tak w żadnym stopniu nie odzwierciedla bólu i dyskomfortu, jakiego doświadczyła pacjentka. Ale może zacznijmy od początku.

Wizyta chirurga została umówiona niejako „na gorąco”, bo w tym przedświątecznym szale trudno jest załatwić cokolwiek od ręki. Tutaj udało się znaleźć lukę, czy też zwolniło się miejsce i zabieg w domowych pieleszach miał się odbyć już w kilka godzin po rozmowie w rejestracji. Mogłoby się wydawać, że złapaliśmy Pana Boga za nogi, wszak opinie o terminach oczekiwania, liczonych w latach świetlnych, nie biorą się przecież znikąd.

Medycy pojawili się około południa, w składzie następującym:

– Chirurg: 80-letni facet, swoją osobą przywodzący na myśl twardego, radzieckiego wojskowego, dla którego dryl, dyscyplina i karność zdają się być podstawowymi cnotami prowadzącymi przez życie. W mowie wyraźnie zauważalny wschodni zaciąg. Na dobrą sprawę idealnie pasowałby mu mundur, z szeregiem przypiętych kolorowych medali generalskich. Niewysoki, postawa wyprostowana, gęste, szpakowate włosy zaczesane do tyłu. Od razu rzucały się w oczy jego muskularne, ładnie utrzymane dłonie, doskonale dopełniające obrazu chirurga. Przyszedł schodami, do możliwości wjazdu windą odnosząc się z dużym niesmakiem.

– Pielęgniarka: Ta akurat, na drugie piętro przeznaczenia przyjechała windą, co można usprawiedliwić dźwiganą przez nią sporej wielkości torbą z całym sprzętem. Tutaj jasno dostrzegalna jest hierarchia: w innych warunkach prawdopodobnie każdy mężczyzna wyręczyłby kobietę i wziął na siebie rolę tragarza, okazuje się jednak, że majestat pana chirurga mocno by na tym ucierpiał. Powiało kulturami ludów amazońskich, gdzie mężczyzna poluje, kobieta zaś zbiera owoce i warzywa i to wszystko znosi na plecach do domu. Wspominałem, że lekarz ewidentnie miał pochodzenie kresowe, prawda? To teraz uważajcie: pielęgniarka była Rosjanką, która przyjechała do Polski za pracą. Inwazja Moskwy na Warszawę już trwa, co potwierdzają zastosowane przez tych carskich medyków metody zabiegowe, pasujące bardziej do początków chirurgii, niż do zaawansowanych technologicznie i procedurowo realiów XXI wieku, ale o tym za moment, bo teraz jeszcze kilka słów o pielęgniarce. Była naprawdę ładna. Gdy weszła do mieszkania, ubrana w grubą puchową kurtkę, z nasuniętym na głowę kapturem, wziąłem ją za uroczą dziewczynę w moim wieku i już przez myśl przeszło mi zaproszenie jej na kawę. Po tym jak rozebrała się z odzieży wierzchniej, czar nie tyle prysł, co przeistoczył się w bezgraniczne zdziwienie, bo nigdy bym nie przypuszczał, że babka dobrze po czterdziestce – niebędąca aktorką, czy celebrytką-milionerką – może wyglądać tak świetnie i kwitnąco. Powszechnie panuje przekonanie, że Brytyjki są dziesięciokrotnie ładniejsze od Niemek, a Polki dziesięciokrotnie ładniejsze od Brytyjek. Po doświadczeniu z rosyjską pielęgniarką będę musiał pomyśleć nad stworzeniem podobnego odniesienia Rosjanek w stosunku do Polek. Ale to może innym razem.

Dlaczego to wszystko tak dokładnie opisuję? Powód jest prosty: bo przynosi mi to przyjemność porównywalną z niespiesznym, wieczornym popijaniem likieru przy kominku, a ponadto, mało kto wdaje się w takich wypadkach w szczegóły, w których, jak wiadomo, zazwyczaj tkwi największy diabeł.


chirurgia

Przystąpiono do przygotowań. Otrzymałem polecenie odpowiedniego ułożenia pacjentki, co przy jej ujemnej ruchliwości, połączonej dodatkowo z coraz mocniej zanikającą świadomością nie było ani łatwe, ani tym bardziej przyjemne. Na całe szczęście, ja silny, a babcia lekka.

Żadne z przybyłych nie umyło rąk; po prostu, tak jak stali, założyli lateksowe rękawiczki w kolorze fioletu i zabrali się do pracy. Pielęgniarka odsłoniła odleżynę, która umiejscowiona jest na krzyżu. Pomimo regularnie wykonywanych opatrunków, stosowania specjalnych plastrów, maści i środków odkażających, odleżyna jest raną o średnicy 4cm, nieregularnością brzegów i głębokością przypominającą urazy szarpane, bądź obrażenia powstałe w wyniku postrzału z broni palnej dużego kalibru. Lekarz w sposób zwięzły ocenił sytuację:

– Gnije paskudnie. Wytniemy tkankę martwiczą.

W mgnieniu oka w lewej dłoni chirurga znalazły się szczypczyki, w prawej zaś – skalpel, w kolejnej sekundzie szczypce zaciskały się już na skórze (czy też raczej – na sczerniałym mięsie), a lekarz nacinał ciało lśniącym, stalowym skalpelem. Jego ruchy były niezwykle sprawne i pewne, a warto w tym miejscu zauważyć, że chirurg był prawdopodobnie starszy od pacjentki. Przykład tego mężczyzny mógłby być doskonałym świadectwem, zadającym kłam stwierdzeniom ignorantów, jakoby ludzie w podeszłym wieku nie nadawali się do niczego i byli wyłącznie obciążeniem dla młodych. Piszę, że mógłby, bo niestety – facet okazał się być brutalnym rzeźnikiem.

– Boli! – Dało się słyszeć dojmującą skargę operowanej.

Lekarz nie zważał na te jęki i niewzruszony robił swoje. Za kolejne kilkanaście sekund było już po zabiegu, podczas którego polało się trochę krwi, która cienkimi strużkami płynęła teraz po plecach. Do pracy przystąpiła pielęgniarka.

– Wodą utlenioną, doktorze? – zapytała łamaną polszczyzną.

– Da.

Kobieta polała ranę strumieniem tego płynu prosto z butelki, po czym nadmiar zebrała jałowym gazikiem; następnie nasączyła 3% roztworem H2O2 kolejny gazik i przyłożyła go do operowanego miejsca, przez jakiś czas przytrzymując. W tym czasie pacjentka – w miarę swoich możliwości ruchowych – wiła się z bólu, którego wielkość odcisnęła się również na jej twarzy, wykrzywiając ją w sposób nieomal groteskowy.

– Czy to musi być tak bolesne? – zapytałem.

– Da.

I weź tu się człowieku dogadaj na poziomie.

Przeczytałem w fachowych źródłach, że prawidłowo przeprowadzony zabieg opracowania odleżyny powinien być względnie bezbolesny. Nie wiem, czy chirurg pojechał ze skalpelem odrobinę zbyt daleko, czy też może ból pojawił się samoistnie, a cięcie zostało wykonane zupełnie prawidłowo – aż tak dobrze się na tym nie znam. Wiem natomiast, że należało podać pacjentce znieczulenie miejscowe, co na pewno zaoszczędziłoby tych większych cierpień – spowodowanych działaniem wody utlenionej, pieniącej się na odsłoniętej tkance niczym ślina na pysku psa chorego na wściekliznę.

Lekarz i pielęgniarka wyszli, a ja zostałem z całym tym bałaganem do posprzątania. Opakowania, zakrwawione gaziki i ręczniki papierowe, ale co najgorsze – dwa kawały zgniłego mięsa, każdy o kubaturze dobrego centymetra sześciennego. W trosce o Wasze żołądki, zdjęć wyjątkowo nie będzie; myślę, że każdy już swobodnie przywołał drastyczne obrazy w swojej imaginacji, a ja nie zamierzam niepotrzebnie potęgować efektu i jeszcze wywoływać zgorszenia.

Jaki morał płynie z całej sytuacji? Sprawa jest oczywista – uważać na to, jakich lekarzy wzywa się do domu. Przy umawianiu wizyty obowiązkowo zaznaczyć, że zabieg ma być przeprowadzony w znieczuleniu miejscowym. Nawet jeśli każą dopłacić kilkadziesiąt złotych – czym jest taki wydatek w obliczu możliwości zaoszczędzenia, i tak już mocno zbolałej i doświadczonej przez życie osobie dodatkowego, całkowicie niepotrzebnego cierpienia? Wiele osób (w tym ja) życzy sobie znieczulenia nawet do prozaicznego plombowania zęba, a tutaj… szkoda w ogóle gadać, lepiej wyciągnąć wnioski.

Jeśli spodobał Ci się mój blog i chciałbyś poczytać zabawne teksty niemedyczne mojego autorstwa, serdecznie zapraszam na swoją drugą stronę internetową:

logo

Author: Buster

18 stories / Browse all stories
  • Mila Solshine (1 rok ago)
    A to bardzo ciekawa informacja, tj. że B12 zmagazynowana w…
  • Buster (2 lata ago)
    Dzięki, to bardzo miłe! Wiesz, zdarza mi się żałować, i…
  • Joanna Kwasigroch (2 lata ago)
    Masz takie dobre podejście, predyspozycje. Może jednak warto było zostać…
  • kometax (2 lata ago)
    Ja przed wzięciem ketonalu zjadam suchą bułkę rozmoczoną w wodzie…

Nowe zdjęcia »